sobota, 29 września 2012

Prysznic czy wanna ?

Przy moim trybie życia mam czas jedynie na szybki prysznic rano i wieczorem, więc to oczywiste, że w moim przypadku kabina byłaby bardziej przydatna niż wanna. Aspekt ekonomiczny też odgrywa tu dużą rolę, bo pod prysznicem wody zużywamy mniej i tym samym mniej pieniędzy ubywa z naszego portfela.  A biorąc pod uwagę te wszystkie "cuda techniki", dzięki którym oprócz zwykłego prysznica mamy zapewnioną kąpiel parową, bicze wodne, masaże, saunę i wiele innych zajebistości, to ja już całkowicie mówiłam "tak" kabinie prysznicowej.

Mój tok myślenia zmienił się wraz z ideą wybudowania własnego domu. Dużego domu, w którym wszystko byłoby duże. Byłaby duża kuchnia, w której znajdowałby się duży stół i duża lodówka. W dużym salonie mieściłby się duży kominek i duża kanapa. Na piętro prowadziłyby duże schody, a na piętrze, w dużej sypialni, byłoby duże, małżeńskie łoże. Przed dużym domem byłby duży taras, po którym biegałyby duże psy i każdy z nich miałby własną, dużą budę. No a każdy szanujący się duży dom, musi mieć przecież dużą wannę. Takie życie.

Póki co muszę zadowolić się małą wanną

Gdyby mi się w życiu poszczęściło i miałabym możliwość zrealizować swój plan o dużym domu, to chciałabym aby miał on dwie łazienki.  Projekt jednej z nich byłby nastawiony głównie na funkcjonalność i byłaby to ta z prysznicem, którą oblegałoby się na co dzień. Druga pełniłaby funkcje pokoju kąpielowego. Miałaby stylową, wygodną i - oczywiście - dużą wannę na samym środku, w której podczas piątkowych wieczorów spędzałoby się długie godziny w gorącej wodzie, z aromatycznymi olejkami, pianą, w świetle świec czytając książkę i popijając czerwone wino.

P.S. Wiem, że  istnieje coś takiego jak opcja 2w1 i decydując się na na nią, można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Jeżeli nastanie definitywna konieczność, to nie będę wybrzydzać i na pewno się na nią zdecyduję :)

piątek, 28 września 2012

Problematyczne podniebienie mojego mężczyzny

Rozmowa telefoniczna z moją gorszą połówką:

Ja: Wolisz klopsy w sosie chrzanowym czy musztardowym ?
G: Mówiłaś coś o normalnych klopsach !
Ja: Kiedy one są normalne ...
G: Nie są ! Mówiłaś coś o sosie pomidorowym, albo koperkowym ! Ja nie lubię takich wynalazków !
Ja: A jadłeś kiedyś w ogóle ?
G: Nie, ale i tak nie lubię !
Ja: Boże... Jak z dzieckiem...
G: No i dobrze ! Zrób jakiś normalny sos... Pomidorowy, koperkowy, albo jakiś myśliwski...
Ja: To właśnie myśliwski jest nienormalny !
G: Właśnie, że jest normalny...
Ja: Ta... Chyba dla myśliwych...

Kurtyna, oklaski !


Grzesiek w kwestii jedzenia, to jeden z najbardziej opornych przypadków, z jakimi miałam do czynienia w całym swoim życiu. Do wielu produktów jest tak uprzedzony, że nawet gdybym próbowała przemycić coś cichcem, to z pewnością jego wrażliwe podniebienie wyczułoby podstęp i zacząłby się proces dostarczania papki z przełyku wprost w muszlę klozetową ;) Wobec tego muszę kombinować, jeżeli nie chcę, aby zagłodził się spędzając u mnie weekend ;) Swoją drogą musi mi to kombinowanie dobrze wychodzić, bo wszyscy którzy go znają są zgodni, że odkąd z nim jestem, to przytyło mu się tu i ówdzie parę kilo :)

środa, 26 września 2012

Jesień czasem pierwszych razów.

Odkąd drzewa zaczęły gubić liście, z każdej strony dochodzi do mnie ludzki zachwyt jesienią, który tak naprawdę pierwszy raz w życiu zaczynam rozumieć. Nie dojrzałam jeszcze do tego, aby tak w pełni go podzielić, bo w dalszym ciągu widzę o wiele więcej minusów niż plusów, ale jakby przeanalizować tak te plusy, to stanowią całkiem solidne argumenty, aby tą jesień jednak polubić. Jakby nie patrzeć to właśnie jesienną porą przeżyłam najlepsze randki w swoim życiu. :) Wypełnione długimi spacerami po parkowych alejkach, które w kolorowych liściach wyglądały bajecznie. Bezkarnie można było się wtedy poprzytulać - bo jak wiadomo nie od dzisiaj, niska temperatura to najlepsza wymówka ;) - i poobcierać pod małym parasolem... ;) Godzinami przesiadywało się w przytulnych knajpkach, w których przy blasku świec piło się dużo grzanego wina z goździkami :) Siedząc w samochodzie, wsłuchiwało się w krople deszczu uderzające o szybę... :) To było coś :)  

A pierwsza jesień mojego związku zostanie poświęcona na planowanie i organizowanie przeprowadzki. Pierwsze mieszkanie z facetem. Ciekawość po prostu pożera mnie od środka, jak to wszystko nam się poukłada. Ostatnio śmiałam się z Grzegorzem, że jak nie pozabijamy się przez pierwszy tydzień, to już będzie dobrze :p
W tym roku po raz pierwszy poczułam, że jesień ma inny zapach. I pierwszy raz doszłam do wniosku, że miło jest posiedzieć z rodzicami swojego faceta, napić się gorącej herbaty i pospiskować :) Nie wiem czy rodzice Grześka mają tak pozytywną aurę, czy dosypują mi coś do tych herbat, ale za każdym razem poprawiają mi humor o wiele bardziej niż czekolada. :) Rewelacyjni ludzie.

Gdyby nie chłodny wiatr, zimny deszcz, który po złości musi padać akurat wtedy, gdy mam świeżo wyprostowane włosy i zapomniałam parasola, kałuże, które wkurzają mnie odkąd dziecięce kalosze zamieniłam na kobiece botki z obcasem, skrócone dni i te skłonności do melancholii spowodowane brakiem słońca, to mogłybyśmy z jesienią zostać  koleżankami ;)