Odkąd drzewa zaczęły gubić liście, z każdej strony dochodzi do mnie ludzki zachwyt jesienią, który tak naprawdę pierwszy raz w życiu zaczynam rozumieć. Nie dojrzałam jeszcze do tego, aby tak w pełni go podzielić, bo w dalszym ciągu widzę o wiele więcej minusów niż plusów, ale jakby przeanalizować tak te plusy, to stanowią całkiem solidne argumenty, aby tą jesień jednak polubić. Jakby nie patrzeć to właśnie jesienną porą przeżyłam najlepsze randki w swoim życiu. :) Wypełnione długimi spacerami po parkowych alejkach, które w kolorowych liściach wyglądały bajecznie. Bezkarnie można było się wtedy poprzytulać - bo jak wiadomo nie od dzisiaj, niska temperatura to najlepsza wymówka ;) - i poobcierać pod małym parasolem... ;) Godzinami przesiadywało się w przytulnych knajpkach, w których przy blasku świec piło się dużo grzanego wina z goździkami :) Siedząc w samochodzie, wsłuchiwało się w krople deszczu uderzające o szybę... :) To było coś :)
A pierwsza jesień mojego związku zostanie poświęcona na planowanie i organizowanie przeprowadzki. Pierwsze mieszkanie z facetem. Ciekawość po prostu pożera mnie od środka, jak to wszystko nam się poukłada. Ostatnio śmiałam się z Grzegorzem, że jak nie pozabijamy się przez pierwszy tydzień, to już będzie dobrze :p
W tym roku po raz pierwszy poczułam, że jesień ma inny zapach. I pierwszy raz doszłam do wniosku, że miło jest posiedzieć z rodzicami swojego faceta, napić się gorącej herbaty i pospiskować :) Nie wiem czy rodzice Grześka mają tak pozytywną aurę, czy dosypują mi coś do tych herbat, ale za każdym razem poprawiają mi humor o wiele bardziej niż czekolada. :) Rewelacyjni ludzie.
Gdyby nie chłodny wiatr, zimny deszcz, który po złości musi padać akurat wtedy, gdy mam świeżo wyprostowane włosy i zapomniałam parasola, kałuże, które wkurzają mnie odkąd dziecięce kalosze zamieniłam na kobiece botki z obcasem, skrócone dni i te skłonności do melancholii spowodowane brakiem słońca, to mogłybyśmy z jesienią zostać koleżankami ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz