Fragment mojej dzisiejszej rozmowy z taksówkarzem:
Taksówkarz: Ponoć mężczyźni są lepszymi kucharzami.
Ja: Nie mówione, chociaż na babską niekorzyść działa fakt, że nam się zmienia smak kilka razy w miesiącu. Oprócz tego jak zakochane, to przesalamy. Jak wkurzone, to dopieprzamy aż mordę wykrzywia...
- Ale wie Pani co... Mi to nawet w sumie pasuje.
- Tak?
- Tak, bo ja lubię jeść. Gotować nie koniecznie, zmywać tym bardziej, ale w tej środkowej czynności jestem bardzo aktywny.
Najpierw szczerze się uśmiałam, ale potem trochę mu pozazdrościłam, bo tej "aktywności" nic po nim widać nie było...
Dzisiejsze popołudnie spędziłam ze swoją gorszą połówką, która zrobiła dla mnie pierwszy raz w życiu obiad: potrawkę z kurczaka według własnego przepisu. Śmieję się, że ów przepis powstał w trakcie kombinacji, mających na celu zaspokojenie głodu podczas nieobecności mamusi, bo Grześ zazwyczaj gotuje gdy musi ;) Ale nie czepiam się, bo wyszło mu to naprawdę dobrze. Kurczak, czerwona fasola, kukurydza, papryka, cebula, pomidory, wszystko baaardzo dobrze doprawione... Jak chce to potrafi.
Połowę popołudnia - jak to mamy w zwyczaju - przespaliśmy. Grzegorz pracuje w nocy i żeby móc jakoś funkcjonować, musi przed pracą trochę odespać, a ja jako jednostka ostatnimi czasy zachłanna na sen, z chęcią mu w tej czynności towarzyszę ;) I tak się teraz zastanawiam jak to jest, że pomimo parogodzinnej drzemki padam z nóg? Wszak Grzegorz nie robił nic, co ma w zwyczaju robić przez sen (kładzenie się na mnie, bicie przy dynamicznym wymachiwaniu rękami, kopanie w wersji bardziej hardcorowej, zabieranie kołdry). Może kilka razy zachrapał mi do ucha... ale jakiś czas temu znalazłam na to bardzo skuteczny sposób - podduszanie - i żadne chrapanie mi nie straszne ;)
Ziew. :O
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz