W niedzielę wieczorem, kiedy to leżałam ze swoją gorszą połową i wspólnie oglądaliśmy "Kiepskich", wyczułam językiem na podniebieniu niewielkie, pofałdowane zgrubienie. Żaden ząb mnie wtedy nie bolał. Może przy uciskaniu jedynki wyczuwałam mały dyskomfort, ale gdy uważałam jak przeżuwam, to dało radę wytrzymać. Meksyk zaczął się w nocy z niedzieli na poniedziałek, kiedy wyżej wymienione zgrubienie i ta przeklęta jedynka zaczęły mnie całkiem konkretnie napieprzać. Za pomocą lusterek obejrzałam paszczę od strony wewnętrznej i na moje oko był to ropień, czyli coś czego nienawidzę, a nawiedza mnie regularnie. Nabrzmiewa sobie przez kilka dni, przy okazji niesamowicie mnie wkurwiając i zabierając całą ochotę do życia, a potem pęka i zostaje niby balonik, z którego ktoś spuścił powietrze.
3 lata temu z hakiem, mając ropniaka w tym samym miejscu, poszłam do dentysty. Tłok w poczekalni nie do opisania, kolejka jak - nie przymierzając - do ołtarza po mięso, ale ku oburzeniu wszystkich cierpiących udało mi się wcisnąć między wódkę a zakąskę, tłumacząc temu dentyście, że tak mnie ząb boli, że nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Musiałam wyglądać co najmniej źle, bo popatrzał na mnie z politowaniem i zaprosił na miejsce tortur. Pozaglądał we wszystkie zakamarki, postukał w najbardziej bolące miejsca, sięgnął po skalpel i po prostu przeciął ropień. Bez pardonu, a przede wszystkim bez żadnego znieczulenia. Wolałabym już aby dał mi obuchem w łeb niż robił to na żywca. Tego bólu nie zapomnę do końca życia. Na kwadrans odebrało mi mowę i tylko ryczałam jak bóbr, a kiedy już mogłam mówić, to chciało mi się tylko kląć jaki z tego dentysty stary, głupi uj ! Od tamtej wizyty wszystkie gabinety stomatologiczne omijam szerokim łukiem i leczę się na własną rękę. Nawet teraz, gdy moja diagnoza okazała się błędna ( ropień to na pewno nie jest ) i mam cały prawy policzek opuchnięty, ani myślę poddać się bez walki. Płuczę Eludrilem (najlepszy sposób na całe zło bytujące w ludzkiej paszczy), zażywam syropy i tabletki o działaniu przeciwzapalnym i przeciwgorączkowym - bo stan podgorączkowy wczoraj wieczorem też mi się przypałętał - i zobaczymy, czy wskrzeszę poprawę. Nie biorę pod uwagę możliwości, że może być gorzej, ale jak nie zobaczę postępów, to będę musiała - z bólem serca - rozejrzeć się za naprawdę dobrym, cierpliwym specjalistą. :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz